Przejdź do treści głównej
AndersGGZ
Powrót do bloga
Styl życia · 3 września 2026 · 9 min czytania
Autor: Gz-psycholoog w AndersGGZ

Wychodzić, gdy robi się ciemno: światło dzienne, ruch i natura

„Wiem, że powinienem wyjść, ale po prostu nie mogę się zebrać.” Gdybym miał wybrać jedno zdanie, które jesienią słyszę najczęściej, byłoby to właśnie ono. To uczciwe zdanie i kryje pułapkę, której wielu nie widzi. W miarę jak dni się skracają, zostajemy w środku. Dostajemy mniej światła, mniej się ruszamy i widujemy mniej ludzi, a wiemy, że każda z tych trzech rzeczy niesie nastrój. W tym artykule wyjaśniam, co dokładnie się dzieje, co badania mówią o tym, ile przebywania na zewnątrz i ruchu pomaga, i jak uczynić to mniejszym i bardziej wykonalnym, niż się wydaje.

Koło, w które wpada się w ciemności

Zaczyna się niewinnie. Pada, wcześnie robi się ciemno, dzień był długi. Pomija Pan lub Pani spacer. Jutro. Po kilku tygodniach spaceru po prostu już nie ma, a Pan lub Pani zauważa większe zmęczenie, mniejszą bystrość, szybsze zniecierpliwienie. Więc ma się jeszcze mniej ochoty. Tak działa koło: robić mniej, czuć się gorzej, robić jeszcze mniej.

W psychologii przerwanie tego nazywamy aktywizacją behawioralną i jest to jeden z najlepiej zbadanych elementów leczenia przygnębienia. Sedno jest wbrew intuicji: nie czeka się, aż przyjdzie ochota, bo w ciemności ta ochota nie przychodzi sama. Najpierw się robi, a uczucie idzie za tym. Zwykle nie od razu, ale po kilku razach.

Nie oznacza to zmuszania się do wielkich rzeczy. Oznacza ustawienie poprzeczki tak nisko, że da się ją przekroczyć, a potem uczciwe sprawdzenie, czy czuje się Pan lub Pani choć trochę lepiej. Prawie zawsze odpowiedź brzmi tak i to jest dowód, którego trzeba.

Dwie godziny tygodniowo w naturze

Ile pomaga przebywanie na zewnątrz, zbadali White i współpracownicy w 2019 roku u blisko dwudziestu tysięcy osób w Anglii. Wynik jest użyteczny: kto spędzał co najmniej 120 minut tygodniowo w naturze, w parku, lesie, nad wodą, zgłaszał wyraźnie lepsze zdrowie i większy dobrostan niż ci, którzy tego nie robili. Poniżej dwóch godzin efekt był mały; powyżej nie rósł już wiele.

Dwie rzeczy z tego badania są ważne dla jesieni. Po pierwsze, nie miało znaczenia, jak dzieli się te dwie godziny: dwadzieścia minut codziennie działało tak samo dobrze jak dwa długie spacery w weekend. Po drugie, efekt dotyczył wszystkich, także osób z chorobą przewlekłą lub niepełnosprawnością, i niezależnie od dochodów.

Dwie godziny tygodniowo to około siedemnastu minut dziennie. To rundka wokół bloku, dłuższa droga do sklepu, rower zamiast autobusu. Nie musi to być rezerwat przyrody; park albo skrawek zieleni w dzielnicy się liczy. I nie, nie musi być ładna pogoda.

Ruch działa, nawet niewielki

To, że ruch pomaga na przygnębienie, to nie mądrość z siłowni, lecz jedno z najsolidniejszych ustaleń w naszej dziedzinie. W 2024 roku w BMJ ukazał się duży przegląd Noetela i współpracowników, łączący ponad dwieście badań. Chodzenie lub bieganie, joga i trening siłowy — wszystkie wyraźnie zmniejszały objawy depresyjne. Intensywniejszy ruch pomagał nieco bardziej, ale spokojny ruch też się liczył.

Co mnie w tym uderza: efekty widać było przy wszelkich rodzajach ruchu i u wszelkich ludzi. Nie trzeba więc znaleźć „właściwego sportu”. Trzeba znaleźć coś, co da się utrzymać. Dla jednego to taniec przy muzyce w kuchni, dla drugiego spacer z przyjaciółką, dla trzeciego ciężka praca w ogrodzie lub na działce, gdy nadchodzą zbiory.

Ruch jesienią ma jeszcze bonus: jeśli robi się go na zewnątrz i rano, przy okazji dostaje się światło dzienne, którego potrzebuje zegar biologiczny. Dwudziestominutowy spacer po śniadaniu wykonuje więc podwójną pracę. Nawet w szary dzień na dworze jest wielokrotnie jaśniej niż w środku.

Proszę zrobić to małym i stałym

Dobre postanowienia jesienią upadają nie z braku woli, lecz planowania. „Będę więcej chodzić” nie przetrwa deszczowego wtorku. „Po śniadaniu robię jedną rundkę wokół bloku” tak, bo jest małe i przyczepione do czegoś, co i tak się robi. Proszę przywiązać spacer do momentu, który już istnieje: po śniadaniu, po odwiezieniu dzieci, po modlitwie, w przerwie obiadowej.

Proszę obniżyć próg, aż niemal zniknie. Buty przy drzwiach. Kurtka przeciwdeszczowa pod ręką; nie ma złej pogody, jest tylko złe ubranie. Umówić się z kimś, bo umowę trudniej odwołać niż postanowienie. I notować: kreska w kalendarzu za każdy dzień na dworze. Brzmi dziecinnie i działa, bo widać, że się udaje.

I rozglądać się, gdy już się idzie. Jesień ma wiele tego, czego nie ma lato: niskie, złote światło późnym popołudniem, liście, kasztany, targ pełen dyń i gruszek. Uwaga na to, co jest, choćby najmniejsze, to jeden z najprostszych sposobów, by uczynić przygnębiający dzień odrobinę lżejszym.

Przebywanie na zewnątrz nie dla każdego jest oczywiste

„Idź na porządny spacer” to typowo holenderska rada. Chodzenie bez celu, samemu, przez las, jest tu normalne, ale dla wielu naszych pacjentów wcale nie. Niektóre kobiety nie chodzą same po dworze, z przyzwyczajenia lub dlatego, że nie czują się bezpiecznie. Niektórzy ledwo znają holenderskie parki i lasy i nie wiedzą, że można tam po prostu wejść. Dla innych ruch bez powodu wydaje się bezsensowny, a nawet trochę dziwny.

To nie powód, by porzucić radę, lecz by wypełnić ją inaczej. Iść do celu zamiast w kółko: na targ, do meczetu, do szkoły, do przyjaciółki. Iść z kimś. Dołączyć do grupy spacerowej w dzielnicy; wiele domów sąsiedzkich i gmin je prowadzi, niektóre specjalnie dla kobiet. Pracować w ogrodzie, na działce lub na balkonie. Dwór to dwór.

A dla tych, którzy dorastali z życiem toczącym się w dużej mierze na zewnątrz, na ulicy, na polu, przy otwartych drzwiach: holenderska jesień może być brakiem trudnym do wytłumaczenia. Ten brak jest prawdziwy. Nie trzeba go tu odtwarzać, ale można coś z niego odzyskać, świadomie wciąż wychodząc, nawet gdy klimat do tego nie zaprasza.

Kiedy to coś więcej niż brak ochoty?

Brak ochoty w ciemności jest normalny. Jeśli jednak zauważa Pan lub Pani, że od tygodni do niczego się nie zabiera, że wszystko ciąży, że wycofuje się od ludzi i że mimo wszystkiego powyżej nie potrafi się ruszyć, to nie jest już brak woli. To sygnał, że wolno poprosić o pomoc, u huisarts lub u nas.

Proszę zwrócić uwagę także na inne sygnały: utrzymujące się przygnębienie lub pustka, zły albo bardzo długi sen, zmieniony apetyt oraz myśli, że to wszystko nie musi już trwać. Przy tym ostatnim proszę nie czekać: proszę zadzwonić do swojego huisarts lub do huisartsenpost (dyżuru lekarskiego), albo do 113 Zelfmoordpreventie pod numer 0800-0113.

Przygnębienie w ciemnych miesiącach jest dobrze uleczalne, a aktywizacja behawioralna, dokładnie taki rodzaj kroków jak w tym artykule, często jest jego częścią, ale z kimś obok, kto patrzy i myśli razem z Panem lub Panią. Nie jest Pan lub Pani pewna, czy dolegliwości pasują do nas? Proszę śmiało się skontaktować.

Masz pytania albo chcesz się zgłosić?

Chętnie pomyślimy razem z Tobą, w Twoim języku i w Twoim tempie.